Wspomnienia Heleny Sędrowskiej

Helena Sędrowska z Żelaznej Rządowej, w momencie wybuchu wojny miała 17 lat   

 

       Gdy wybuchła wojna, wszyscy mężczyźni mieszkający we wsi uciekli w obawie przed Niemcami. Wśród ludzi krążyły pogłoski, że najeźdźcy będą wszystkim ucinać języki. Wybuch wojny oznajmiały bijące kościelne dzwony. Jednak po pewnym czasie również i moja rodzina postanowiła ratować się ucieczką. Swoje rzeczy zapakowaliśmy na wóz sąsiada tzw. żelaźniak. Udaliśmy się na stację (Parciaki). Bomby zaczęły okrutnie walić. Kierowaliśmy się na południe docierając aż do Bugu. Tanki szły i szły cały czas. Nasza konnica stała, a jak samoloty naszły od Pułtuska i Makowa zaczął się duży popłoch. Jeden z oficerów naszej armii powiedział: „Dzieci uciekajcie bo samoloty wybiją was”. Wszyscy rozpoczęli ucieczkę jadąc na swoich wozach. Nawet trzech żołnierzy polskiej armii rzuciło broń i przebrało się w cywilne ubrania i uciekało razem z wszystkimi. Panowała wtedy duża dezorientacja, gdyż uciekając z jednej strony natarcia nieprzyjaciela uciekaliśmy pod ogień drugiego natarcia.

Do Żelaznej wróciliśmy po miesiącu, gdyż bardzo ciężko było przedrzeć się z powrotem, ze względu na konieczność posiadania specjalnych przepustek uprawniających np. do przejścia przez Narew. Po powrocie, zastałam swój dom bez okien, pieca i kuchni. Z kafli piecowych zrobiono pomnik dla niemieckiego żołnierza, który podczas czyszczenia broni w naszym domu postrzelił się śmiertelnie.

   Cały okres okupacji niemieckiej był bardzo ciężki dla nas. Niemcy często bili nas z byle powodu. Stosowali tortury wobec podejrzanych o jakieś przewinienie. Nie można było zmielić zboża, zabić świniaka, co karane było śmiercią. Nie można było nic kupić w sklepie. Ciągle żyliśmy w lęku.

Wojna była bardzo okrutna, zniszczyła nam zdrowie. Modlę się codziennie, aby już nigdy więcej nie było żadnej wojny, by ludzie nie musieli przechodzić przez to piekło jakie my mieliśmy.